Straciłeś pieniądze. Po jakimś czasie ktoś się odzywa: kancelaria, prawnik, firma windykacyjna albo ktoś, kto podaje się za pracownika instytucji publicznej i powołuje się na współpracę z policją. Mówi, że sprawcy zostali zatrzymani, a Twoje pieniądze da się odzyskać. Bywa też odwrotnie: to Ty trafiasz na reklamę „odzyskamy Twoje środki” i zostawiasz numer w formularzu. Po angielsku ten schemat nazywa się recovery scam.
Oszuści pokazują logo, nazwiska i podrobione dokumenty. Według Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) wykorzystywali nawet wizerunek samej Komisji, Interpolu i Komendy Głównej Policji. Znają szczegóły Twojej pierwszej straty. To ich nie uwiarygadnia: za obietnicą zwrotu mogą stać ci sami ludzie albo grupa, do której trafiły Twoje dane.
Potem zaczynają się opłaty: za „otwarcie sprawy”, koszty prawne, podatek, prowizję. Każda wpłata ma być ostatnia. Czasem proszą też o zdjęcie dowodu, dane karty albo o wzięcie kredytu. Według CSIRT KNF, zespołu bezpieczeństwa przy KNF, taki proceder może trwać miesiącami i kosztować kolejne dziesiątki tysięcy złotych.
Krok po kroku
- Odzywa się sam albo czeka, aż odpowiesz na reklamę „odzyskamy Twoje pieniądze”.
- Przedstawia się jako kancelaria, prawnik, firma windykacyjna albo instytucja publiczna i powołuje się na policję, KNF czy Interpol.
- Mówi, że sprawcy zostali zatrzymani, a pieniądze można odzyskać.
- Żąda opłaty z góry za „rozpoczęcie procedury”.
- Prosi o zdjęcie dowodu, dane karty, dostęp do bankowości, instalację aplikacji albo kredyt.
- Dokłada kolejne opłaty i każdą nazywa „ostatnią”, aż przestaniesz płacić.